Tadeusz Isakowicz-Zaleski – pocałunek śmierci x. Międlarowi.

+++

Tadeusz Isakowicz-Zaleski bardzo często mija się z prawdą, a nawet oszukuje.

Tak jest i w tym wywiadzie – Międlar http://gazetawarszawska.com/kosciol-swiety/4365-miedlara-od-suspensy  – i to w wielu sprawach.

Z wielu, weźmy tylko jeden problem – kwestia posłuszeństwa wobec władzy zwierzchniej w Kościele wśród kleru katolickiego.

Zasada posłuszeństwa w Kościele jest bardzo surowa, ale nie jest bezwzględna. Zasada ta wymaga posłuszeństwa nawet wtedy, kiedy biskup jest w błędzie lub zachodzi takie domniemanie, ale to nie zwalnia kapłana od posłuszeństwa wobec takiego przełożonego czy jego nakazów. Kiedy jednak zachodzi zrozumienie u podwładnego, że biskup sam jest nieposłuszny i postępuje w złej wierze, to obowiązek posłuszeństwa nie tylko nie występuje, ale nawet nie może mieć miejsca wobec takiego przełożonego.  Nikomu, a tym bardziej kapłanowi katolickiemu nie można czynić „dobra” czyniąc ewidentne zło, a co występuje przy bezwzględnym posłuszeństwie wobec biskupa celowo czyniącego zło.

W/w wywiadzie x. Tadeusz Isakowicz-Zaleski zaleca x Międlarowi posłuszeństwo wobec przełożonych oraz wyciszenie się, wspomina też x. Natanka.

Otóż tenże x. Natanek – w jednym z kazań – powiedział, że grzechy władzy spadają na głowy społeczeństw, którymi ta władza dowolnie – bez społecznego oporu – pomiata.

+

Jest dla nas oczywiste, że prawo to dotyczy każdej władzy – także kościelnej.

Wyjaśnijmy sobie – odwołajmy się do faktów historycznych – w Kościele pierwszych apostołów, wielkich świętych i papieży nigdy nie było atmosfery ślepego posłuszeństwa wobec biskupa, a biskup, który dopuściłby się występku, zostawał wyrzucony bez większych ceregieli, a nawet exkomunikowany. Tamte wspólnoty i władze kościelne były wyczulone w kwestii  praworządności. Władze Kościoła wymagały najpierw od samych siebie, a to w przeciwieństwie do sytuacji w obecnym (już niemal chyba) antykościele w Polsce.

W tamtych czasach taki dzisiejszy warszawski Kazimierz Nycz, który wtedy sprofanowałby świątynię pogrzebem żyda Geremka, byłby natychmiastowo pozbawiony sakry biskupiej, exkomunikowany i nie miałby prawa do pochowku na poświęconej ziemi. Wtedy wszystko było surowo i konsekwentnie przestrzegane, np. Święty Atanazy nakazywał niszczenie wszelkich synagog, bo kulty tam sprawowane uważał za bluźnierstwa przeciwko Chrystusowi.  Żydów nie kazał zabijać, ale to tylko ze względów ludzkich. Kiedy jednak czasami dochodziło do walk między chrześcijanami a żydami i padały ofiary wśród żydów, to nigdy nie pozwolił ścigać lub karać takich chrześcijan, którzy w walkach zabijali żydów, bo było oczywiste, że jest to niemoralne.

Kościół Świętych Apostołów, Świętych Papieży dawał zawsze pierwszeństwo chrześcijanom przed innymi. Prawo to było szeroko kultywowane przez całe wieki i zostało potwierdzone soborem laterańskim III (1179).http://www.gazetawarszawska.com/kosciol-swiety/4356-12-sobor-lateranski-iii-sobory-kosciola-katolickiego

Nota Bene prawo tego soboru jest ważne również i dzisiaj, bo jest kanonicznie obowiązujące, a łamanie tego prawa powoduje automatyczną ekskomunikę – np. osoby, które wyrzuciły Karmelitanki ze Żwirowiska w Oświęcimiu zostały automatycznie ekskomunikowane, bo „dały pierwszeństwo żydom nad chrześcijanami”. I jeżeli zmarły bez zdjęcia tej ekskomuniki, to istnieje obawa, że mogą one być wiecznie potępione np. Macharski czy Jan Pawel II. Tak jest według prawa w Kościele, co warto każdemu prostemu wiernemu wiedzieć i pamiętać.

+

Nawet dla większości dewotów jest oczywiste, że sytuacja w Kościele jest katastrofalna i to nie z powodu deszczu meteorytów, ale ze względu na moralne (doktrynalne) gnicie widzialnej władzy w Kościele. To fakt bezsporny.

W takiej więc sytuacji – ”wilków w owczej skórze” napadających na Kościół i wiernych – żaden kapłan, stary czy młody, wikary czy proboszcz nie ma prawa do komfortu ślepego posłuszeństwa wobec przełożonego czyniącego zło, a nie tylko to! Duchowny taki nie ma prawa milczeć, bo milczeniem takim bierze na siebie grzechy swojego biskupa – złoczyńcy (tzw. grzech cudzy).

Przykładów rzeczywistych wykazującej błędność tej postawy „bezwzględnego posłuszeństwa” jest bardzo wiele, ale weźmy ten niedaleki i wyraźny: przykład abp Wielgusa.

Ile zła uczynił ten niegodny duszpasterz abp Wielgus (o czym poniżej) oddając pastorał jeszcze mniej godnemu Nyczowi, którego nie wolno nawet tytułować biskupem, bo to jest grzech bluźnierstwa.

Podkreślmy – w stosunku do kłamliwych zwodniczych wypowiedzi i zaleceń x. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego – przypadek abp. Wielgusa: Abp Wielgus „podporządkował się” władzy zwierzchniej i oddał pastorał w ręce Nycza, według zaleceń x. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego abp. Wielgus postąpił słusznie.

A przypomnijmy: Nycz to osobnik wyświęcony (nominowany) na biskupa warszawskiego pod Ścianą Płaczu w Jerozolimie, przedtem żydo-poddańczo woził swoich kleryków diecezjalnych z Koszalina na studia holokaustu do Jerozolimy i to namaszczenie biskupie warszawskie dostał od rabinów właśnie. Szatańskie owoce władzy Nycza widać w Warszawie bardzo wyraźnie, skandale z pochówkiem żydów w Katedrze, striptesae`y w skomercjalizowanych świątyniach warszawskich, kradzież krzyża smoleńskiego z Krakowskiego Przedmieścia, cały rząd bluźnierczych wystąpień w brataniu się z żydami, a nawet bicie w dzwony z okazji rocznicy powstania w getcie warszawskim etc., etc.

Niezależnie od tego, jak bardzo modernistycznym biskupem jest Wielgus (gorliwy piewca Pawła VI)  bardzo był uwikłany w jakieś tam problemy z SB, to jest nie do pomyślenia to, aby za jego władzy biskupiej w Diecezji warszawskiej mogło dochodzić do takiego zdziczenia i zażydzenia jak to ma miejsce za Nycza!

Cóż zatem dobrego uczynił abp Wielgus „posłusznie” ustępując z biskupstwa i co gorsza przemilczając wobec wiernych fakty o przestępczych okolicznościach związanych z tamtym zgorszeniem w Katedrze? Jakie są tego korzyści? Ponadto, Wielgus, aby niejako „posłuszeństwem” podtrzymać to zło, stwierdził otwarcie, że nic nie może powiedzieć, bo został związany przysięgą – musi zachować tajemnicę!

Jakie to szokujące, abp Kościoła Wielgus, albo zwykły „stary chłop” Wielgus utrzymuje w mocy kanonicznej przestępcze okoliczności nałożenia na niego obowiązku przysięgi. A jakie są podstawy kanoniczne takiej przysięgi i jej ważności? W imię czego taka przysięgą została złożona i przed kim? Wobec kogo Wielgus jest „posłuszny”? A co z posłuszeństwem wobec Pana Jezusa Chrystusa? Czy to było zgodne z prawem Bożym? Bo że było w interesie przestępców w Episkopacie, było zgodne interesem gminy żydowskiej w Warszawie, to z całą pewnością.

Jest prawie pewne to, że abp Wielgus jest członkiem kościelnej masonerii, do której muszą należeć wszyscy ważniejsi księża, a co jest warunkiem dalszej kariery: biskupstwo lub inne podobne synekury. Jest bardzo mało prawdopodobne to, by ksiądz Wielgus mógł być wyświęcony na biskupa bez przystąpienia do tajnego związku masońskiego.  Taka masoneria istnieje – co najmniej w Polsce – ale nie jest widome to, kto stoi na jej czele i kto pociąga z sznurki. Nawet jak wiemy bardzo niewiele o jej istnieniu, to fakt jej obecności Polsce jest bezsporny i niektórzy starsi księża o niej mówią dość otwarcie twierdząc, że fakt istnienia takiej masonerii zauważyli przez lata swego życia kapłańskiego.

+

Zasadniczym wątkiem tego wpisu jest jednak kwestia losu x. Międlara, a to w aspekcie obudzenia się Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.

Zachodzi tu pytanie: Po co x. Tadeusz Isakowicz-Zaleski tak negatywnie wypowiada się o x. Międlarze? Czy tą wypowiedzią straszy go usunięciem ze stanu kapłańskiego?  Czy profilaktycznie straszy innych księży gotowych do buntu?  Czy też z czyjegoś polecenia przygotowuje społeczeństwo – ni mniej, ni więcej – na uderzenie w tego xiędza – samotnego wilka?

Po co to robi? Chce pomóc Międlarowi – taki to on miłosierny, chce go ratować, czy też jest konsekwentnym zwiastunem szataństwa Episkopatu? I może to – konkretnie – właśnie kościelna masoneria nakazała x. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu to zadanie posłańca złych wiadomości, a Episkopat jest „czysty” – o niczym nie wie?

Jest oczywiście sprawą bezsporną to, że Międlar to młody kapłan i niedoświadczony, i popełnił już sporo błędów. Ale te błędy wynikają – przypuszczalnie – z całkowitego osamotnienia. Bo jest oczywiste to, że jest on jedynym księdzem w całej Polsce, który otwarcie – bez tchórzliwego chowania się po zachrystiach – stanął przeciwko temu strasznemu złu, które coraz burzliwiej przetacza się tak przez Kościół, jak i przez Naród. A wiadomo, że samotny wojownik jest prawie zawsze śmieszny, błądzący i w końcu skazany na porażkę – nie miejmy złudzeń.

Jaka jest zatem rola x. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego?

+

A samotny x. Międlar stoi wobec dwóch rozstrzygnięć: albo dołączą do niego inni kapłani, wzmocnią go i ta forma walki przybierze bardziej przemyślane i skuteczne formy postępowania, albo będzie zlikwidowany poprzez wykluczenie z kapłaństwa, a może i poprzez skrytobójstwo (podobne do mordu na x. Popiełuszko).

Ale tak, czy inaczej, ta forma, którą proponuje x. Międlarowi x. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, to forma otwartej zdrady, akt zaparcia się Chrystusa – x. Międlar miałby się cofnąć.

Jest pewne to, że x. Tadeusz Isakowicz-Zaleski nie ma tu czystych lub przemyślanych intencji, bo przecież zamiast wystąpić w obronie x. Międlara – w obronie jego słusznej walki, a nie bacząc na błędy tego nowicjusza – podszeptuje mu do ucha to, co już raz próbował Piotr, a na co otrzymał odpowiedz: „Zejdź mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie!”

A ta jego ”pomoc” x. Międlarowi to przecież czysty pocałunek śmierci,…. tylko w czyim imieniu?

Kto wysłał posłańca x. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego do x. Międlara i co to ma oznaczać?

 

 Red. Gazeta Warszawska

 

=============

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski dla WP: już tylko niewielki krok dzieli ks. Międlara od suspensy

– Lepiej byłoby, gdyby ks. Jacek Międlar pozostał księdzem, wyciszył się, podporządkował i w ten sposób mógłby udowodnić, że jednak chce być księdzem dobrym. Po najnowszych wypowiedziach ks. Międlara widać niestety, że już tylko niewielki krok dzieli go od pozbawienia możliwości pełnienia funkcji kapłańskich i prawach przysługujących księdzu – mówi w wywiadzie dla Wirtualnej Polski ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Ks. Jacek Międlar jest już na prostej, by zostać zawieszonym (suspendowanym) albo wręcz odejść z kapłaństwa? Ostentacyjnie przecież łamie zakaz wypowiadania się w mediach.

Dla tak młodego księdza, jakim jest ks. Jacek Międlar, na pewno obecna sytuacja jest bardzo trudna.

Pomimo tego, że być może w niektórych sprawach może mieć rację i z tego tytułu może mu też towarzyszyć poczucie krzywdy, to zasadniczą rzeczą dla każdego duchownego jest posłuszeństwo, które ślubuje się w dniu święceń kapłańskich. Ta formuła jest następująca: biskup pyta kandydata ”czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?”. Takie samo pytanie zadaje zakonnikom.

Niezależnie od tego, czy ksiądz bądź zakonnik ma rację, czy jej nie ma, to w chwilach kryzysowych żelazną regułą jest podporządkowanie się przełożonym.

Ks. Jacek Międlar tej reguły się nie trzyma?

No właśnie. To, co mnie bardzo zabolało w ostatnich wypowiedziach ks. Jacka Międlara, to fakt, że ewidentnie to posłuszeństwo łamie. Podkreślam: niezależnie od tego, czy ks. Międlar ma w czymś rację, czy nie. Stał się osobą medialną i znaną, więc ma prawo dochodzić swoich racji.

Przełożeni nałożyli na niego zakaz wypowiadania się, ale przecież nie jest odosobnionym przypadkiem duchownego obłożonego taką karą. Różni księża w różny sposób się w takiej sytuacji zachowywali. Ks. Adam Boniecki się podporządkował. Ks. Wojciech Lemański i ks. Piotr Natanek – nie, a są przecież na różnych biegunach Kościoła. Istotą nie jest jednak powód nałożenia kary, ale fakt trzymania się bądź nie zasady posłuszeństwa.

Ksiądz też miał przed laty zakaz udzielania się w mediach.

Jest mi więc trudno się na ten temat wypowiadać, bo w 2006 r. faktycznie byłem kneblowany. Nałożono na mnie takie same zakazy wypowiadania się i udzielania komentarzy, a sprawa dotyczyła lustracji w Kościele i książki ”Księża wobec bezpieki na przykładzie Archidiecezji krakowskiej”.

I jak ksiądz ten czas pamięta?

To były dla mnie dramatyczne chwile – chyba najtrudniejsze w życiu, jakie przeżyłem.

Co wobec kar kościelnych ksiądz zrobił?

Pytałem innych księży – starszych ode mnie, do których miałem zaufanie. Mówili zgodnie: trzeba się podporządkować, a swoich racji dochodzić już w inny sposób. Bo jeżeli złamie się ślub posłuszeństwa, to ksiądz jest usuwany, bo jest krnąbrny i nie dotrzymuje ślubów.

Wracając na chwilę do tego czasu sprzed 10 lat – ksiądz się podporządkował?

Tak. Ale nie dlatego, że uważam się za lepszego bądź mądrzejszego od ks. Międlara albo ks. Lemańskiego, ale dlatego, że rada starszych i życzliwych księży była słuszna. Złamanie ślubu posłuszeństwa przez księdza to jak niewierność i zdrada w małżeństwie. Później już strasznie trudno jest w ogóle dochodzić swoich racji.

Byłem wówczas atakowany przez ”Gazetę Wyborczą”, ale i przez media katolickie. Później jednak – już po wydaniu książki – prawda obroniła się sama. A kara nałożona na mnie została przez kard. Stanisława Dziwisza cofnięta.

Ks. Międlar jest obłożony karą, ale udziela wywiadów. W jednym z nich – w ”Rzeczpospolitej – mówi, że ”polski nacjonalizm jest koherentny z ideą Kościoła rzymskokatolickiego”.

Dla mnie m.in. w tym wywiadzie najważniejsze jest jednak to, że on oficjalnie łamie zakaz wypowiadania się w mediach. Nie zgadzam się na taką postawę – uważam, że to jest zła droga dla księdza.

A tezy ks. Międlara?

Nie mogę się zgodzić z opinią, że nacjonalizm współgra z Ewangelią. Patriotyzm należy odróżnić od nacjonalizmu. Patriotes znaczy miłość ojczyzny, ale z uznaniem miłości innych narodów, ludzi o odmiennych poglądach i nieprzyjaciół. Dla mnie patriotą jest osoba, która broni swoich racji, ale przy tym nie organizuje nagonki na inne narodowości i ludzi o innych poglądach.

Nacjonalizm ma natomiast nieco różne znaczenie w różnych językach – według mnie jest zaprzeczeniem zasad, bo stawia jeden naród ponad inne – bez względu na powody. Uznanie, że naród polski jest lepszy od innych, jest błędem. Tak samo błędem było uznawanie przez Niemców swojej wyższości. Nacjonalizm niemiecki, podobnie jak i ukraiński prowadziły do ludobójstwa i innych zbrodni.

Patriotyzm jak najbardziej można zestawiać z Kościołem, ale nacjonalizm – już nie. To jest jednoznaczne. Teza, którą ks. Międlar stara się udowodnić, jest karkołomna.

Ale ksiądz Międlar jest święcie przekonany, że stoi za nim Ewangelia i Jezus Chrystus. Ma pewność, że mówi i działa w absolutnej zgodności z Kościołem.

Nikt z księży nie jest sam dla siebie, bo żyje we wspólnocie, którą jest właśnie Kościół. Dla księdza Jacka bezpośrednim otoczeniem jest nie diecezja, ale zgromadzenie zakonne. I to od niedawna…

…bo święcenia przyjął w minionym roku. Teraz ma 27 lat.

Jest bardzo młodym człowiekiem, który na pewno ma swoje życiowe ideały. Ale nie może mówić, że wszyscy jego przełożeni kompletnie na niczym się nie znają, bo wtedy neguje własną wspólnotę zakonną.

Oczywiście, są w Kościele ”niepokorni” tak jak o. Pio, który był obłożony zakazami, czy s. Faustyna – nie były to osoby, które na początku spotykałyby się z aprobatą swoich przełożonych. Ci święci potrafili jednak w duchu posłuszeństwa głosić swoje poglądy, dawać świadectwo swoim życiem i w ten sposób pokazywali słuszność swojej drogi.

Natomiast ks. Międlar, który księdzem jest od raptem roku, już neguje ogromną liczbę rzeczy w Kościele. Nawet gdyby miał w czymś rację – powtarzam: ”nawet gdyby”, bo w wielu sprawach się z nim nie zgadzam – to i tak na samym wstępie przegrywa, bo neguje posłuszeństwo, mądrość Kościoła, itd.

To co by mu ksiądz radził?

Niech najpierw się wykaże swoją działalnością duszpasterską i zaangażowaniem, niech stara się poprzez swoją pracę i troskę o ludzi – bo słyszałem o nim też bardzo pozytywne opinie jako o księdzu. Niech idzie drogą księdza i pokazuje chrześcijańskie zasady.

A teraz co robi?

A teraz idzie na wojnę ze wszystkimi. Jest więc na przegranej pozycji – tak jak mój młodszy kolega ks. Piotr Natanek, którego znam dobrze i wiem, że w niektórych sprawach miał rację. Ks. Natanek ruszył do przodu jak czołg, taranował wszystko po drodze – tak się jednak w Kościele nie da.

Ks. Jacek Międlar zarzuca najwyższym przedstawicielom Kościoła w Polsce ignorancję – to np. pod adresem przewodniczącego Episkopatu abp. Stanisława Gądeckiego. Podobne zarzuty czyni też wobec nuncjusza apostolskiego w Polsce.

Przywołam raz jeszcze przykłady o. Pio i s. Faustyny. Gdyby te osoby przyjęły postawę ks. Międlara, czyli wojowanie z własnym zakonem, twierdząc, że zwierzchnicy nie mają racji, a wszystko należy wywrócić do góry nogami, to i o. Pio, i Faustynę szybko wyrzucono by ze zgromadzenia zakonnego. I rzecz druga: wojująca postawa byłaby też argumentem za tym, że ich racje są fałszywe, bo przecież buntowaliby i niszczyli zakon. Święci jednak cierpieli – w tym znaczeniu, że byli upokorzeni i blokowani przez przełożonych. Taka była ich męczeństwa droga w posłuszeństwie.

Wielokrotnie widzę wśród duchownych, że wojna ze wszystkimi, jaką wypowiedział teraz ks. Międlar, do niczego dobrego nie prowadzi. Można bronić swoich racji i nawet się spierać, ale robić to w jakichś ramach. Nikt przecież ks. Międlara nie zmuszał do wstąpienia do zakonu.

Ksiądz sądzi, że jak może się rozwinąć albo zostać przecięta historia ks. Międlara?

Niestety wcześniej wyprorokowałem, że i ks. Natanek, i ks. Lemański zostaną suspendowani. Tak też się stało. Moim zdaniem po wywiadzie dla ”Rz” sam ks. Międlar podłożył się swoim zwierzchnikom tak mocno, że mogą go teraz suspendować. To będzie fatalny scenariusz, bo ks. Międlar zostanie wtedy wypchnięty poza działalność duszpasterską.

Cięgle obserwuję, co się dzieje z ks. Natankiem, który został już tak wypchnięty. Jest mi go osobiście bardzo żal, bo znalazł się w głębokim narożniku i nawet gdyby miał w czymś rację, to nic już w życiu nie może.

W Kościele są ludzie, którzy krytykują i nie akceptują wypowiedzi biskupów, domagają się reform i zmian w Kościele. Tak, ale jak ksiądz idzie na wojnę z przełożonymi, to historia pokazuje, że przegrywa.

A pozytywny scenariusz?

Lepiej byłoby, gdyby ks. Międlar pozostał księdzem, wyciszył się, podporządkował i w ten sposób mógłby udowodnić, że jednak chce być księdzem dobrym. Po najnowszych wypowiedziach ks. Międlara widać niestety, że już tylko niewielki krok dzieli go od pozbawienia możliwości pełnienia funkcji kapłańskich i prawach przysługujących księdzu.

Polub WP Wiadomości

Annonser

Kommentera

Fyll i dina uppgifter nedan eller klicka på en ikon för att logga in:

WordPress.com Logo

Du kommenterar med ditt WordPress.com-konto. Logga ut /  Ändra )

Google-foto

Du kommenterar med ditt Google-konto. Logga ut /  Ändra )

Twitter-bild

Du kommenterar med ditt Twitter-konto. Logga ut /  Ändra )

Facebook-foto

Du kommenterar med ditt Facebook-konto. Logga ut /  Ändra )

Ansluter till %s

%d bloggare gillar detta: